chleb ziarnami stojący

Od jakiegoś czasu piekę chleb na zakwasie. Zaczęłam od prostych przepisów bez dodatków ale i tak zawsze wrzucałam chociaż garść ziaren słonecznika. Aż w końcu proporcje się odwróciły i teraz mąka jest mi potrzebna tylko po to, aby skleić ziarna i inne zdrowotne składniki. Właściwie jest to modyfikacja „chleba zmieniającego życie” Bez mąki jakoś mi nie wyszło, rozlatywało się w rekach więc wymieszałam te już uprażone ziarna z mąką i zakwasem i tak już to stosuję. Czytaj dalej chleb ziarnami stojący

Przepyszne letnie ciasto ze śliwkami (ciasto z chlustem)

Zwane u nas ciastem z chlustem. Jest to właściwie ciasto, które może być z każdymi letnimi owocami. U nas występuje z truskawkami i później ze śliwkami. W obu odsłonach jest przepyszne i znika błyskawicznie. Nie jest ciastem luksusowym i wyszukanym, jest ciastem prostym, niemalże codziennym (aczkolwiek jedzenie codziennie mogłoby znacząco powiększyć gabaryty jedzących) i w tym tkwi jego popularność wśród spożywających. Czytaj dalej Przepyszne letnie ciasto ze śliwkami (ciasto z chlustem)

Czemu doba jest za krótka?

Kompletnie pochłonęło mnie robienie zapasów na zimę. Czuje się jak wiewiórka, która by przetrwać musi zakopać milion żołędzi w całych Łazienkach. Jakby sklepy zimą zamykano… No ale, świadomość, że będę miała własne pomidory w kawałkach i nie będę musiała się zastanawiać czy to co włożyli producenci to był pomidor czy zgniłek z pomidora jest bezcenna. I świadomość, że zimą nie będę musiała gotować sosów pomidorowych, bo wystarczy otworzyć słoik i już. Bezcenne. Czytaj dalej Czemu doba jest za krótka?

Pieczone pomidory na zimę

Ten specyfik jest hitem pomidorowym dla mnie i moich znajomych. Robię go trzeci rok z rzędu i co roku muszę robić coraz więcej. Zarażam nim koleżanki, przepis się rozprzestrzenia jak zaraza. A ja rok w rok po zrobieniu pierwszej partii utwierdzam się w tym, że je po prostu uwielbiam!

Pieczone pomidory można zimą podawać do obiadu jako dodatek np do mięs. Można je podawać na grzankach. Można je dodawać do pizzy. Można je dodawać do sosu pomidorowego do makaronu. Można z nich zrobić risotto. Można je dodawać do lecza, do warzyw z patelni. Można je spożywać kanapkowo. Są wielofunkcyjne :) Czytaj dalej Pieczone pomidory na zimę

Czarna komosa ryżowa

Dzisiaj na obiad zrobiłam sobie czarną komosę ryżową. Wygląda egzotycznie, strzela w zębach jak mak. Smak dość neutralny. Czarną jem pierwszy raz. Podobno quinoa ma tak wysokie wartości odżywcze, że NASA wciągnęła ją do programu lotów kosmicznych. Bez glutenu, dużo białka, niski indeks glikemiczny. Kto chce wiedzieć więcej to zapraszam na ten blog kulinarny -tak pięknie opisane, że nie mam nawet ochoty nic więcej dodawać.

Przytachałam ją do pracy w termosie Czytaj dalej Czarna komosa ryżowa

Zarobiona czekolada

Dzisiaj jestem z siebie dumna: zarobiłam osiem czekolad i sok. I pomogłam ratować czyjeś życie. Oddałam krew. Nie po raz pierwszy. Oddawałam drzewiej żakiem będąc. 4 razy chyba. Mam nawet legitymację. Musze ją odnaleźć i kontynuować wbijanie stempelków. Będą w końcu zasłużona i bez kolejki będę mogła korzystać z dobrodziejstw naszej służby zdrowia Czytaj dalej Zarobiona czekolada

Sezon ogórkowy

Po sobotniej wizycie na lokalnym bazarku warzywno-owocowym stwierdzam, że sezon ogórkowy jeszcze trwa.  Można kisić. Kiszone ogórki to podstawa naszej spiżarni. Są dla mnie tak oczywistą oczywistością, że prawie zapomniałam je tu wrzucić. Są różne szkoły dorzucania przypraw do kiszenia: niektórzy wrzucają liście porzeczki, wiśni, dębu itp. U nas to nie występuje. Czytaj dalej Sezon ogórkowy

Makaron z warzywami i tofu

Od pewnego czasu jestem na diecie. Odchudzającej oczywiście. Profesjonalnej, ułożonej przez Panią Od Smukłej Sylwetki. Skutecznej. Jedzenie w trakcie diety mam urozmaicone, zdrowe i smaczne. A jednym z dań obiadowych jest makaron z warzywami i tofu.

Jest on nader prosty w realizacji. Czytaj dalej Makaron z warzywami i tofu

Sos pomidorowy

Uwielbiam pomidory. I na kanapki i na ciepło. W tym tygodniu wpadłam w amok zachowania jak największej ich ilości na zimę. Między innymi, żeby móc zimą robić sos pomidorowy. Ale póki co sporządzam go ad hoc z czerwonych bomb smakowych dostępnych na bazarach i krzakach. Czytaj dalej Sos pomidorowy

Noc przetworów

Z racji zdublowanego macierzyństwa mój czas proporcjonalnie jest skrócony dwa razy. Wdeptuję czasami (naprawdę czasami -raz na tydzień lub dwa…) na bazarek i pasę swoje oczy mozaiką kształtów i kolorów. I wtedy pojawia się w moim umyśle głód przetworów. Chcę ogórki, pomidory, cukinie, papryki, dynie, buraczki -chcę to wszystko mieć w słoikach SWOJE własne, takie letnie, nie upasione na sterydach czy innych glutaminianach. A skoro chcę, to sobie sama muszę zrobić. A skoro sama muszę to kiedy??? Czytaj dalej Noc przetworów

Sezon ogórkowy -korniszony

Kto jeszcze ma ochotę na domowe korniszony to szybciutko niech kupi 4 kg ogórków, koper w baldachach (z nasionami, nie kwiatkami), korzeń chrzanu, białą gorczycę w ziarenkach, ziele angielskie, czosnek, listek laurowy i zrobi zalewę: Czytaj dalej Sezon ogórkowy -korniszony

weekend na wsi

FFF -określenie zakupione od mojej siostry ciotecznej -Food For Free.

Czyli Darmowe Żarcie.

Przywiozłam pół bagażnika i cały bagażnik dachowy. No, może nie wszystko jest czystym FFF, bo większość wyhodowała moja Babcia Jadzia i kuzynka Tereska (i chwała i wielkie dzięki im za to). Takim prawdziwym FFF jest wielka reklamówka przepysznych węgierek zszabrowanych z drzewa rosnącego przy opuszczonym domku. Śliwek było na nim w ilościach hurtowych i nawet wypełnienie naszej reklamówki nie zmieniło tego statusu. Śliwka nadal jest obsypana śliwkami. A śliwki są przepyszne i w większości bezrobaczywe. I ja odłożę sobie pestki i rozmnożę tę śliwę, bo drzewo pełne owoców i to nie pryskane to jest to co chcę mieć w moim sadku. Jeżeli ktoś posiada stare odmiany drzewek owocowych i chciałby się podzielić choćby pestkamy to przyjmę z otwartymi ręcamy :)  (przydadzą się również informacje, gdzie takowe można zdobyć).

A dzisiaj kroimy i mrozimy botwinkę i czary-mary ze śliwek muszę odprawić :)

 

 

Quiche z kurkami

Kątem oka uchwyciłam w domu paczuszkę z kurkami! Trybiki zaczęły się kręcić i wykręciły quich’a z kurkami na obiad.

Quiche składa się z kruchego ciasta +farsz+ sos śmietanowy. Jest bardzo prosty w wykonaniu a czas wykonania zależy od złożoności składników.  Jest na tyle efektownym daniem, że można je serwować na proszonych obiadach i kolacjach. W dodatku można go zrobić dzień wcześniej i podgrzać. Jest wtedy bardziej zwarty i lepiej się go kroi.

Kurki to chyba moje ulubione grzyby. Co roku latem zdumiewam się nad ich smakiem w połączeniu z jajecznicą albo zupą-krem z cukinii z kurkami (hmmm… chyba zrobię…)

SONY DSC

Ale dziś pora na QUICHE Czytaj dalej Quiche z kurkami

Wiśnie w syropie

Wiśnie są pyszne, ale występują bardzo krótko.  Podobno są doskonałym remedium na zakwasy. W celu użycia zimową porą można je mrozić albo pakować do słoików. Ja osobiście od kilku lat jestem szczęśliwą posiadaczką wiśni w syropie. W tej formie można je dodawać do ciast -w szczególności dobrze pasują do tiramisu, albo wyjadać ze słoika zamiast słodyczy. Z syropu można zrobić pyszny napój -rozcieńczając go wodą. Albo zrobić z niego kisiel -gotując z dodatkiem mąki ziemniaczanej. Czytaj dalej Wiśnie w syropie

Sezon ogórkowy -koreczki

 Dzisiaj -na prośbę mojej wiernej czytelniczki, która nigdy nie dodała mi ani jednego komentarza (!) -najlepszy sposób na ogórki ever. Koreczki są w naszej rodzinie od wielu, wielu lat i z powodzeniem co roku przepis rozprzestrzenia się na inne osoby -co jest najlepszą rekomendacją. Są słodko-octowe. Ja osobiście jak otworzę słoik to nie ma szans, żeby choć jeden koreczek w nim pozostał. Uwielbiam też paprykę i cebulkę z niego wyjadać. Tylko zalewy nie wypijam :) Czytaj dalej Sezon ogórkowy -koreczki

Przypadkowe placuszki jogurtowe

Poranek w naszym domu jest zawsze gwałtowny i zalatany (dla mnie). A dzisiaj: wstałam przed szóstą, spociłam się na salonowym dywanie, wyprysznicowałam i poszłam budzić Moje Małe Robale (a tak słodko spały….) Robale nie chciały się ubierać, więc wymyśliły zabawę w ganianie wokół łóżka. Wtem mama wpadła na pomysł, żeby poprzymierzać im stroje na przyszłosobotnie wesele. Pasowały. Tyk, tyk, tyk. Zegar tykał. Czytaj dalej Przypadkowe placuszki jogurtowe

Pizza z kurkami

Jedna z moich ulubionych :) A że sezon na kurki trwa krótko, to trzeba się nimi nacieszyć w każdej formie! (można też zamrozić i zimą dopieszczać fałdki  pizzą z kurkami)

Ciasto (na 2 blachy): Czytaj dalej Pizza z kurkami

Obiadowa sałatka kuskusowa

I oto obiad a dnia nr 1 mojej diety. Wszyscy w biurze krążą jak sępy wokół mojej diety. Szczególnie po tym jak po pierwszym tygodniu spadło mi ponad kilo. Teraz więc produkuje ilości hurtowe dań obiadowych: pysznych i zdrowych. W dodatku godzina spożywania obiadu wypada niefortunnie o 15.00 -akurat zbieram się do wyjścia z pracy. Więc albo jem przygotowane w domu albo co poniektóre mogę zrobić na miejscu bez garów. I oto mój kuskus obiadowy: Czytaj dalej Obiadowa sałatka kuskusowa

Mam problema

Mam dietę -wyliczoną co do joty, opracowaną i dopracowaną a dostałam dziś ładunek 4 sztuk serka stracchino! Juppi! Stracchino to jeden z moich ulubionych serków włoskich, których nie mogę nigdzie odnaleźć w Warszawie (nie żebym się za bardzo przykładała….) Jest białym, świeżym serkiem podpuszczkowym o konsystencji, którą da się pokroić ale maźliwym. Ja go rozmazuje na chlebie tudzież dziubię widelcem w akompaniamencie sałat zielonych różnorakich. Smak ma dość neutralny z lekko gorzką nutką. Zawiera kulturalne bakterie. Szybko się psuje, więc muszę te 4 serki zagospodarować. jeden już wylądował w pracy i poszerza horyzonty pracokoleżankom i Pani z kontroli skarbowej :)

No i problem jest: jak go zjeść a nie popsuć diety…… Jakieś pomysły?

 

Inwestycja w zdrowie -batoniki musli

Dzisiaj nadeszła wiekopomna chwila.

wKratkę przechodzimy na dietę. Mam nadzieję, że nie będę jej stosować za bardzo wKratkę. Los mojej diety złożyłam na ręce specjalisty -dietę mam ułożoną co do grama i garsteczki. Żegnaj spontanie. Jedzenie na diecie redukcyjnej będzie zdrowe, rozmaite, więc mam nadzieję, że coś pięknego uda mi się Wam zaprezentować. Na początek batoniki musli Czytaj dalej Inwestycja w zdrowie -batoniki musli

Lody owocowe i ziołowe ze stewią

Obiecana prezentacja lodów domowych ze stewią.

Aczkolwiek na pewno wyglądają tak samo lody bez stewii :)

Lody Arbuzowe:

lody arbuzowe ze stevią
lody arbuzowe ze stevią

Do śmietankowych lodów dodajemy zmiksowanego arbuza –

nie dużo, bo jest wodnisty i zrobi nam się blok lodu nie do pokrojenia.

Smak: całkiem niezły, aczkolwiek Czytaj dalej Lody owocowe i ziołowe ze stewią

Thriller na wakacje (i nie tylko)

Ale wakacje muszą być krótkie. Bo wciąga -3 dni czytania bez przerwy i koniec. :)

Siostra -Rosamund Lupton

Kupiłam na wyprzedaży, kierując się ceną. Strzał w dziesiątkę! Fantastycznie napisana, bardzo dobrym stylem i w ciekawy sposób igrająca z naszym wyobrażeniem -„to ja już wiem, co będzie dalej”. Przeczytałam ją błyskawicznie, wciągnięta bezpowrotnie w losy siostry zabitej dziewczyny, która wbrew pełnym politowania spojrzeniom usiłuje dociec prawdy. Czytaj dalej Thriller na wakacje (i nie tylko)

Ekshibicjonizm

Tak sobie jeżdżę po mieście latem i się z odrazą nieskrywaną zastanawiam:

co powoduje ludźmi płci męskiej o rozwiniętym mięśniu piwnym i obwisłych piersiach, że okazują swe wdzięki na balkonach przy ruchliwych ulicach, nieskrępowani spojrzeniami innych, odziani jedynie w niezbyt wyjściowe slipy?

I czemu niewinni przechodni/przejezdni muszą to oglądać?

Domowe lody słodzone stevią

Rozwijając ostatnio załapanego bakcyla na eliminowanie cukru bez eliminowania słodyczy, zapodałam do moich super lodów Stewię w proszku. Owszem zwróciłam uwagę na napis na pojemniku, że 1 łyżeczka odpowiada 3 łyżeczkom cukru. Dodałam zamiast 60 g -30 g stewii. No cóż -ZA DUŻO. Wyszło słodkie jak cholera. W dodatku smak stewii zdominował całe lody i nawet po dodaniu owoców było czuć jej smak- a smak stewii porównałabym do smaku np. aspartamu -popularnego aczkolwiek kontrowersyjnego, jeżeli chodzi o wpływ na zdrowie, słodzika, którego smaku w dodatku nie znoszę.

Zrobiłam lody arbuzowe i bazyliowe :) Jak dopracuję recepturę to obfocę i opiszę

Wnioski: stewia jak najbardziej, ale 15 g i 10 g cukru. Następne lody będą właśnie tak osłodzone. Raport zdam jak zrobię.

Bezowy tort lodowy z sosem truskawkowym

Lato i truskawki od kilku lat niezmiennie kojarzą mi się z tortem lodowym, który pierwszy raz jadłam w rodzinnym domu mojej przyjaciółki Gaduły (buźka! :)). Jest to popisowy deser Jej kochanej Mamy, która w swej ogromnej dobroci mi go wyjawiła. Banalnie prosty w wykonaniu, elegancki w wyglądzie i mile łechtający wysuszone słońcem podniebienia. Słodki tort z chrupiącymi kawałkami bezów w środku, skąpany w sosie z kwaskowatych truskaweczek sprawi, że język będzie Wam tańczył z radości lambadę. Czytaj dalej Bezowy tort lodowy z sosem truskawkowym

makaron z fasolką szparagową

Fasolka szparagowa oblega stragany. Trzeba się nią cieszyć póki jest. I to nie tylko taplając w maśle z bułką tartą! Można ją zrobić np. jako dodatek do makaronu. Oczywiście zjedzenie bez makaronu albo zamiast niego z ryżem lub kaszą gryczaną jest jak najbardziej wskazane.

Dzisiejsze danie jest bardzo szybkie, proste i pyszne a fasolka i pomidory to doskonały mariaż. Do dzieła: Czytaj dalej makaron z fasolką szparagową

Lody własne -domowe!

Próbowałam już kiedyś, dawno dawno temu, i zaprzestałam. Były bardzo zmrożone. Oczywiście nie mam maszynki do lodów -nie chcę zagracać już więcej blatów kuchennych. Ostatnio temat we mnie odżył. Poszperałam w necie, odwiedziłam kilka (naście) blogów w poszukiwaniu przepisu i zainspirowana nimi zrobiłam hybrydę. Ostatnio mam fazę na zdrowe jedzenie i wyeliminowywanie cukru, więc w tym przepisie też to widać :) Czytaj dalej Lody własne -domowe!

Książka do pożarcia

Ostatnio jakimś cudem udaje misie pochłaniać i pożerać książki. (tu się nie dośpi, tam się nie dośpi 😉 ) I tak mimo diety późną wieczorową porą karmiłam moje zmysły „Ostatnim Kucharzem Chińskim” Nicole Mones. Karmiłam dosłownie -bo książka o jedzeniu. Ale nie jest to książka kucharska. To jest książka o kulturze jedzenia, o tym jak wielkie znaczenie dla Chińczyków ma spożywanie posiłków. I nie miejmy tu przed oczami dzisiejszej tandety Mejdinczajna ani budek z chińskim żarciem na wynos. Czytaj dalej Książka do pożarcia

Projekt Matka -Książka w moim klimacie

Po długiej walce o każdą wolną chwile na przeczytanie, udało mi się dobrnąć do oficjalnego zamknięcia książki Małgorzaty Łukowiak „Projekt Matka.Niepowieść”.

Kupiłam ją przypadkowo na wyprzedaży w Świecie Książki. Za kilka złotych (dosłownie). I bardzo się cieszę, że ją mam. Po pierwsze: tematyka mi bardzo teraźniejsza: małe dzieci i podpieranie się nosem by zdzierżyć i dać radę. Po drugie: napisane z przekąsem i zaczepnie a więc z humorem. Po trzecie: kształci językowo: przyswoiłam sobie słówko emfaza :). Czytaj dalej Projekt Matka -Książka w moim klimacie

Fenkuł w śmietanie

Zaskakuję tym warzywem gości. Mało u nas doceniany fenkuł tudzież koper włoski. Znaczy znany z herbatek wiatropędnych dla niemowląt.

A tu proszę:

SONY DSC

Nie marne nasionko, ino piękna, dorodna forma bulwiasta.

Można spożywać na surowo w sałatkach. Dla amatorów smaku anyżkowego. Ugotowany natomiast zmienia swój smak diametralnie. Jest bardzo delikatny, lekko słodkawy i rozpływa się w ustach.

Najprostszym sposobem jest uduszenie w śmietanie. Czytaj dalej Fenkuł w śmietanie

Wprawa

Nabieramy wprawy. Przemieszczamy się z punktu W do punktu G (i to tnie jest post tylko dla dorosłych!) coraz sprawniej. Opracowaliśmy drogi objazdowe dróg wyjazdowych ze stolycy. Bo z 260 km najdłuuuuuższy odcinek to pierwsze 30 km. Śmigamy boczkiem boczkiem po osiedlowych uliczkach, zapewne irytując mieszkańców na równi z naszą irytacją na tych, którzy nam śmigają w ten sposób pod oknem.

Dzieci nie opanowały sztuki zasypiania na hasło „długa droga”. Łaskawie potrafią zdrzemnąć się półtorej godziny pod koniec wyprawy „do” i na początku „z powrotem” Jednym słowem śpią na tym samym odcinku drogi. Resztę drogi jakoś udaje mi się przerzucić nielaty w tunelu czasoprzestrzennym.

Dwa takie  łikendy (samotrzeć nad mazurski bajorem) i mam lekko przesyt. Poproszę o „żetkę”, kacowe. Mam kaca po wycieczkowaniu z towarzystwem poniżej czwartego roku życia.

Wdrażam plan nauczenia ich zasypiania na komendę o 21. Pora oddać matce chwilę wieczornego wytchnienia. (póki co bez rezultatów)

Scenka rodzajowa

Na wywczasach bywszy, zażywaliśmy refleksologii stóp w bajorze. Dzieci brodziły niczym czaple szukające złotych rybek. Do bajora z impetem wparowała dziewczynka w pełnym rynsztunku. Za Nią niósł się po wodzie krzyk matki: Laura wychodź! Ja już nie mam Cię w co przebrać! Laura wracaj. Wracaj natychmiast! Dziewczę nadal krnąbrnie brnęło na głębiny mocząc sobie udka a wraz z nimi otulający je kawałek bawełny  w postaci spodenek i ignorując mać swą zupełnie. Dla pełnego obrazu dodam, że Matka dziewczątka posiadała uwidoczniony brzuch z małym lokatorem w środku w wieku ok. początku trzeciego trymestru.

I właśnie miało mi się żal zrobić tej biednej Matki Polki jakże gnębionej przez własną trzylatkę. Ale. Czytaj dalej Scenka rodzajowa

Autodestrukcja

Zastanawiające jest jak bardzo małe dzieci pozbawione są instynktu samozachowawczego. Luizka na dzień dobry rozcięła sobie wargę o wezgłowie łóżka. Nastepnego dnia znowu skoczyła z impetetm na to samo wezgłowie (obłożone poduszkami) i rąbnęła się zdrowo w nasadę nosa. Rozpacz była suto zakrapiana łzami. Dzisiaj nadal usiłuje się unicestwić przy pomocy łóżka. A ja mam 5 par rąk i tylko nimi wymachuję amortyzując Jej celne strzały. Czytaj dalej Autodestrukcja

Import-export

Wyeksportowałam się, przemieściłam z centrum na północny wschód. Nad wielką kałużę. Jedną z wielu jakie tu uświadczysz. SAMOTRZEĆ. Ponoć bohatersko. Zaczynam w to wierzyć. Moja podkopywana od 3 i pół roku psychika uległa znacznemu nadwątleniu. Czytaj dalej Import-export

pizza z ziemniakami

Wspominałam o niej o wpisie nt pizzy. Dzisiaj rozwinę temat.

Pomysł jedzenia ciasta jakby nie patrzeć chlebowego z ziemniakami może wydawać się dziwny. Ale tylu Włochów nie może się mylić!

Jest to przepyszne zestawienie. Czytaj dalej pizza z ziemniakami

pizza mia!

My się pizzy nie boimy!

W moim domu nie uświadczysz pizzy zamawianej. Nie lubię pizzy s(m)ieciowych -a najbardziej tych dmuchanych, na grubym cieście. Zapychają bułą zamiast dać możliwość delektowania się składnikami. A o to w pizzy chodzi. Ciasto to podstawa, na której komponujemy danie główne. Oczywiście w moim przypadku są to przede wszystkim warzywa. Uwielbiam najprostszą pizzę na świecie -margheritę lub funghi -z pieczarkami. Uwielbiam też pizzę, która w naszym kraju jest mało lub wcale  nie znana, a we Włoszech można ją dostać W KAŻDEJ pizzerii i barze (szczególnie w postaci pizzy a taglio -czyli do kupienia w kawałkach do pochłonięcia w biegu -jak u nas hot-dogi czy zapiekanki) –pizzę z ziemniakami. Czytaj dalej pizza mia!

Brudne stopy

Lato w pełni. Truskawki eksplodują w małych paluszkach i pozostaną na zawsze w splotach bawełny otulających małe ciałka. Stroje skąpe, sielskie. Bose stopy i stópki. Biegają po tarasie i tu i ówdzie. Bose stópki piorą się w wannie przy okazji kąpania nakręcanej żaby pianą o smaku mandarynki. Bose stopy uśpiły już bose stópki. Są śpiące i mają dylemat. Czy się szorować pod prysznicem o północy czy sprofanować pachnącą powietrzem pościel. Wybierają półśrodek (jako, że półśrodek nocy) -zadzierają się do umywalki i pieczołowicie z ledwo otwartymi oczami zdrapują czarny barwnik. I idą spać. Na 4 godziny i 37 minut według zapowiedzi sprytno-telefonowego alarmu.

ogóreczki czas zacząć kisić!

Sezon ogórkowy  w pełni! Ogóreczki kroimy, zjadamy, mizerię robimy, do tzatziki dodajemy i pchamy w słoiki.

Nie wyobrażam sobie lata bez słoja ogórków małosolnych zawsze pod ręką. Są wcale nie mało-solne, mają czosnkowy aromat, smak chrzanu -jak kto woli można go dodać mniej lub więcej i uzyskać smak, jaki nam najbardziej pasuje. Chrupią i aż mi ślinka pociekła jak o nich piszę :)

Jest to banalnie proste. Czytaj dalej ogóreczki czas zacząć kisić!

Sernik makowy

Dzisiaj będzie lokowanie produktu :)

Boski smak, szybkie wykonanie, wykwintny wygląd

Cały ON

sernik z makiem

SERNIK MAKOWY Czytaj dalej Sernik makowy

Przypadek. Ciężki

Poranek dzisiejszy miał być sielankowy i ekspresowy. Syn Mój Własny miał przybyć do Placówki Oświatowej wcześniej celem udania się na przedstawienie teatralne do Placówki Oświatowej-matki. Wstał uśmiechnięty.

A potem jak zwykle coś w Nim przeskoczyło. Czytaj dalej Przypadek. Ciężki

dorobek kulinarny

Od tygodnia koleżanka nagabuje mnie i nęka o przepis na ciasto marchewkowe. W końcu udało mi się zanotować w moim małym móżdżku tę prośbę. Dumna z siebie przysiadłam fałdy przed komputerem z jednym tylko przyświecającym mi celem: wysłać to cholerne ciasto marchewkowe. Jakieś było moje zdziwienie, kiedy w katalogu Moje dokumenty, podkatalogi zaczynały się dopiero od literki „m”. Siłą rzeczy nie kwalifikował się do nich katalog „jedzenie”. Moje zdumienie trwało i trwało. Kazałam nawet psu tropiącemu wyszukać ówże katalog. Nic nie znalazł lebiega. Zakończyłam jego żywot krzyżykiem. Ale zdziwiona jestem do dzisiaj. Jak? Dlaczego? Kto? Po co?! Kto mógł być tak podły i usunąć moje falafele, serniki, szarlotki i pasztety z cukinii????

 

 

Oczywiście w wyegzaltowany sposób przesadzam, a jakże! :) Większość mam wydrukowaną w segregatorach na starym dobrym papierze. Dramatu nie ma. Zdziwienie tak.

 

Atlas chmur

Pochmurno, pada deszcz. pora na książkę. i to nie byle jaką.

Atlas chmur -David’a Mitchell’a

Na pewno znajcie film. ja też. Pora więc na porównanie. Oczywiście wypada na korzyść książki. Ale nie ma w tym przypadku zbyt dużego rozrzutu ocen. Film jest fantastyczny. Książka jest super fantastyczna. Składa się z kilku opowieści, które są przerywane innymi, a później kończone. Czytaj dalej Atlas chmur

ciasto wKratkę czyli Crostata

Długo już nosiłam się  z zamiarem przedstawienia crostaty.

Crostata jest we Włoszech równie lub nawet bardziej popularna co Tiramisu. Można ja kupić w każdym barze (czyli naszej kawiarni), w marketach są chemiczne masowe podróbki. W każdym sklepie jest wersja wielkosłoikowa dżemu opisana jako „do krostaty”. Ja wyłudziłam przepis od oryginalnej włoskiej teściowej mojej koleżanki. Lekko modyfikuje wypełnienie. Klasycznie jest to po prostu dżem. Można tez dodać czekoladę (ta wersja jest popularna po Wielkanocy -dzieci dostają na Wielkanoc olbrzymie Jajka-niespodzianki i nie są w stanie tego przejeść :) ) Ale ciasto jest obłędnie smaczne i nic w nim nie zmieniłam. Czytaj dalej ciasto wKratkę czyli Crostata

Występek

Występek czyli mały występ a właściwie Wielki Występ Małego Człowieczka.

Od trzech lat mam jestem w gotowości każdego 26 maja. Do tej pory na tym się kończyło. Tym razem już 20 maja czyli dzisiaj, otrzymałam swój własny Występek.

Smakuję go, oglądam, przeglądam, wspominam. Choć jeszcze taki mało świadomy i ewidentnie sterowany przez Ciocie-przedszkolanki (za co wielkie brawa).

Mama Cię bardzo kocha (mój Ty Złośniku).

 

Nie-Tabula rasa

Przywiozłam raz Syna do Placówki Oświatowej wraz z Córcią.

W szatni dzieci zebrały się już do wyjścia na przedstawienie (oczywiście nici z postanowienia, że będę przywozić Go wcześniej). Dzieci zachwycają się mniejsza od nich istotką i głaszczą moją Luizkę jak kotka. Pytam więc jednego z kolegów: Fajna Niunia? Chciałbyś taką mieć? –On potakuje wniebowzięty. I tu pojawia się Opiekuńczy-Starszy-Brat i rzecze: Ja jestem Jej bratem. Kup sobie swoją. Ja pojechałem do sklepu i kupiłem sobie.
Pani Przedszkolanka skwitowała, że chyba kuleje u nas wychowanie seksualne 😉

Powyższe zachowanie jest charakterystyczne dla mojego Synka. Kocha Siostrę przy obcych. W domu Ją bije, szturcha i potrąca. Ręce mi opadają.

Ona za to Mu wybacza po sekundzie tulenia się z płaczem w moich ramionach, kiedy to serce mi krwawi i nie wiem już jakie tortury wymyślić osobnikowi tak podle traktującemu moją słodką i łagodną Córeczkę.

Dziecko to wcale nie jest tabula rasa. Rodzą się z własnymi charakterkami. Ja ma do wyboru do koloru -małego złośliwca i słodkiego aniołka. I choćbym stawał na rzęsach to nie dam rady wyplenić tego złośliwca. Aż boję się myśleć co z Niego wyrośnie…

Botwinka smażona z czosnkiem

To jest me autorskie dzieło na ten sezon. 

Nie lubię wyrzucać jedzenia, więc zainspirowana Makaronami, którzy żrą dużo trawy wszelakiej smażąc ją między innymi z czosnkiem wrzuciłam na patelnię liście naszej swojskiej boćwiny.

Standardowy sposób przyrządzania liści to oliwa + czosnek + peperoncino (ostre papryczki). Czytaj dalej Botwinka smażona z czosnkiem

Botwinka w zupie

Botwinkę uwielbiam przekształcać w Botwinkę. Zupę przepyszną -wiosenną.

Gotujemy więc wywar -jako orędowniczka wegetarianizmu gotuję warzywny, ale padlinożercy mogą zrobić zupę z trupa

wywar włoszczyznowy
wywar włoszczyznowy

Czytaj dalej Botwinka w zupie

Botwinkowe szaleństwo -chłodnik

Wielbię i ubóstwiam boginię Botwinkę.

Na pierwszy ogień zawsze idzie różowa zupa czyli chłodnik

Wzorzec smaku stanowi tu chłodnik mlecznobarowy. Musi być gęsto od warzyw, chrupiąco i pozytywnie różowo. Potrafię go wypijać litrami. Czytaj dalej Botwinkowe szaleństwo -chłodnik

Wybuch

Wybuch wiosenny przyprawił mnie o zawrót głowy a mego syna o zapalenie oskrzeli. Początkowe, podobno już wyleczone. Jeszcze pokasłuje. W związku z tym cały zeszły tydzień siedziałam uziemiona w domu z doskokiem do pracy i czasu starczyło mi zupełnie na nic.

W tym tygodniu Niania postanowiła mi dokopać i bez powiadomienia nie zjawiła się po prostu. Więc Córcia wyciera podłogi w biurze.

Wiosna wynurza się z odmętów to znów chowa w potokach deszczu i okrywa nas zimnym wiatrem. Chyba się przestraszyła entuzjazmu spragnionej ciepłych pieszczot słonecznych fauny i flory. Flora wybuchła, nadrabia i kwitnie cosięda. Fauna jak widzi florę to też pomrukuje  z zadowoleniem.

A ja zachłystuję się nowalijkami. Pichcę botwinki, chłodniki, smażę liście. Odgryzam łby szparagom. Jutro oskalpuję karczochy.

Pora na kilka wpisów kulinarnych :)

Majówka na wsi polskiej wiejskiej prawdziwej

Alllle była Majówka! Nie dotkłam kompa.

Pisałam posty w głowie. Codziennie. Musicie mi uwierzyć na słowo. Nic to, że prawie wszystkie się zdezaktualizowały i zawoalowały niepamięcią….

——–

Skrót wydarzeń.

Byłam wyjechana z dziećmi na wieś. Na wieś znaną mi od maleńkości. Na wieś, gdzie uczyłam się chodzić. Chodzić po stogach siana. Gdzie hodowałam jeże złapane pod krzakiem z koleżanką Anią. Gdzie jadłam kanapki na Huśkiem po dwiema strzelistymi topolami wyznaczającymi początek łąki należącej do Dziadków. Koniec wyznaczał rów melioracyjny. Gdzie piłam  świeżo udojone mleko z dekielka od bańki. Gdzie przewracałam się do rowu z Babcią na rowerze. Gdzie jadałam kanapki w rowie pod domem. Gdzie jeździłam wozem z koniem poganianym przez Dziadka Wio Baśka, bo jedzie Kaśka! I innymi Job twaju mać [po chachłacku to nie przekleństwo, nie?:)] Gdzie chowałam się jak przyjeżdżali po mnie Rodzice. Gdzie mnie straszono, że mnie Romancio na niebieskim rowerze zabierze albo, że Sołtys da mi czapkę, żebym do niej płakała. Gdzie wszystko było proste. 

Teraz mieszka tam sama Prababcia moich dzieci. Przygarbiona ale radząca sobie lepiej niż pewnie nie jedno z nas. Sadzi ziemniaki, wykopuje, karmi kury, psa i koty. Jeździ na rowerze. Ma prawie 90 lat…

Sprzątanie

Od małego usiłuję wbić do małych główek, że po zabawie trzeba po sobie posprzątać. Z różnym efektem. Przeważnie przyprawiającym mnie o nerwowe drżenie nozdrzy. Rezultatem nauk jest dzisiejszy dialog.
-Mamo, mogę wziąć moje kluce? (oznacza to koszyczek kluczy o przeznaczeniu niewiadomym lub wiadomym tylko wtajemniczonym)
-Oczywiście, ale później musisz je posprzątać…..
– Mamaaa, idź do kuchni.
-???? A dlaczego mam iść do kuchni?
-Mama idź do kuchni, żebyś mi nie kazała spsątać!

Hmmmm…. Okazało się, że jestem nudziarą, która psuje maluchom zabawę. Rany, co będzie za kilka lat?! Musze się ogarnąć :)

—–

Dostałam dzisiaj nauczkę: nie wychodzić za próg domu bez „klucy”.

Wyszłam na taras i do ogrodu. Luiza spała, Gabryś poczłapał ochoczo za mną. Luną deszcz. Wygoniłam Syna do domu, żeby nie złapał jakiejś super groźnej tropikalnej choroby. Poszedł. Zamknął drzwi za sobą! Od tarasu. Na klamkę. Nauczył się kilka dni temu i chętnie trenuje. Pada deszcz. Ja w mokrym ubraniu walę jak wariatka do własnych drzwi tarasowych wołając Syna zachęcająco. Tylko kot łasi się pod drzwiami i bezgłośnie (dla mnie) miauczy patrząc mi bezradnie w oczy. Minęło 5 min, 10, 15-, 20. Wymyśliłam już 5 hipotetycznych nieszczęść jakie mogły się wydarzyć .Sprawdziłam czy przypadkiem drzwi wejściowe nie zostały otwarte. Nic z tego. Wróciłam walić w tarasowe. W końcu zjawił się ucieszony Mały Człowieczek (no bo przecież o co chodzi?).

Wniosek: zawsze mieć przy sobie klucze i fiolkę walium.

Sernik z kruszonką kakałową ;)

Jako, że biały ser w lodówce dobiegał już do kresu swych dni MUSIAŁAM w końcu coś z nim zrobić. Pomieszałam kilka przepisów i oto ON:

Jego Ekscelencja sernik z kruszonką

SONY DSC

 

Ingrediencje: Czytaj dalej Sernik z kruszonką kakałową 😉

Biała kiełbasa z brokułami

Dzisiaj w swej wielkiej łaskawości upichciłam na specjalne życzenie padlinożercom obiad: salsiccia con broccoli czyli biała kiełbasa z brokułami.

Przepis zakupiłam podczas zamorskiego mego przebywania w Rzymie. Jest proste, szybki i dość  oryginalne i (podobno) przepyszne. W oryginale używano broccoletti ale niestety takiego zielska u nas nie ma. Brokuł to prawie to samo. A więc do dzieła! Czytaj dalej Biała kiełbasa z brokułami

Wizyta w ZUSie

No muszę, po prostu muszę utrwalić na kartach historii tę wizytę.

W ten piękny słoneczny dzień wybrałam się do ZUSu ze skruszonym dłużnikiem tejże Instytucji. Pobrałyśmy numerek jak Bóg przykazał i po zawezwaniu zasiadłyśmy na krzesełkach dla petentów.

Dzień dobry, koleżanka jest zielona w tych sprawach, więc ja przedstawię sprawę. Miała działalność, zamknęła i przez ostatni rok nie bardzo wpłacała składki

-Ja jestem jeszcze bardziej zielona niż Pani -odpowiedziała Pani z ZUSu. I kompletnie nas tym zbiła z pantałyku. Okazało się, że nie żartuje. Poszła po posiłki. Posiłki niewiele pomogły. Pani dalej uśmiechała się do nas nie wiedząc co z nami zrobić. Summa summarum przyszła Jej koleżanka, zagarnęła nasze pełnomocnictwo do elektronicznych platform. No i siedzimy dalej. Nagabuję, że może nie musimy siedzieć i czekać, tylko nam wystarczy potwierdzenie i możemy sobie już pójść? Na co Pani spanikowana rzecze –ale niech Panie siedzą, to może nikt inny nie przyjdzie i nie będę miała kolejnych zagadek!

Gdy wyszła na chwilę obsmarkałyśmy się ze śmiechu.

No i Pani udowodniła mojej niedowierzającej i zestrachanej koleżance, ze w ZUSie pracują tylko zwykli, normalni ludzie (czasami nie-jędze)

Odpowiedzialność i okolice

Kilka dni temu jechałam samochodem. Gadając przez komórkę ofkors. Z naprzeciwka jechał radiowóz duży z dwoma Panami Policjantamy. gadającymi przez komórki [ofkors]. Wrażenie bezkarności bezcenne :)

——

A propos pięknych tekstów mojego synka:

Mamo, zobacz pojechał Pan na lowerze! Pieldolił się i nakurzył!

——

Kilka tygodni temu, kiedy był jeszcze śnieg na tym świecie, usłyszałam w wiadomościach eterycznych radiowych, że dwaj chłopcy chcieli sprawdzić co się stanie jak pociąg wjedzie w kulę śnieżną. I zwizualizowałam sobie potencjalną tragedię ludzi w pociągu. I po raz kolejny doszłam do konkluzji: My, Matki mamy bardzo bardzo ważną misję do spełnienia. Musimy przewidzieć wszystkie głupoty, jakie nasze odkrywające świat dzieci potencjalnie wymyślą i przestrzec je. Ogrom odpowiedzialności mnie przygniótł do podłogi. To pewnie dlatego będę się teraz robiła coraz mniejsza….

 

Gniotów książkowych ciąg dalszy

Pójdę za ciosem i przedstawię Wam kolejne dwie książki, których przeczytanie przysporzyło mi boleści a wydane na nie pieniądze okazały się kiepska lokatą.

tadam! Pan Wiśniewski popełnił książkę:

samotnosc

Książkę tę uważam za gniota, gdyż:

1.Nigdy w życiu nie spotkałam się z nikim, kto z szampanem i w szpilkach chodziłby na erotyczne randki do kafejek internetowych Czytaj dalej Gniotów książkowych ciąg dalszy

oj Paluszek!

Dzień zaczęłam od otwarcia oczu oczywiście. Potem już było trochę gorzej, gdyż na wpół przytomna otworzyłam z werwą drzwi łazienki a zapomniałam powiadomić o tym moja stopę. Stopa zdziwiona i lekko zszokowana tak brutalnym potraktowaniem od samego rana, wysłała do mojego ośrodka mowy siarczysty zbitek słów na znak protestu. Jakby jeszcze tego było mało -zaczęła mnie natychmiast boleć. Wredna małpa.

——–

W związku ze sprzyjająca aurą Moja Dziatwa przebywa dużo na tarasie. Mają tam domek. Najtańszy na rynku z przeceny plastikowy domek, który moim zdaniem powinien kosztować i tak połowę tego co kosztował. W domku najchętniej siedzieliby cały czas. Młoda odmawia spożywania posiłków w tradycyjny sposób przy stole i trzeba Ją ganiać po domku i w okolicach. Na szczęście większość posiłków spożywa w obecności Niani, więc mi będzie  to zaoszczędzone. Czekam aż szał domkowy minie. W końcu „to tylko taki etap, to tylko taki etap” -mantra każdego rodzica.

Domek plastikowy ogrodowy 106x115x130cm

—–

Aura piękna od kilku dni a ja już mijam połacie wypalonej trawy. I myślę o tych biednych malutkich żyjątkach, które tam poległy. W imię głupoty innych.

na Lenina

Jak każde dziecko kiedyś wiedziało Lenin pięknie wyglądał przez długie lata po przejściu przez świetlisty tunel. Na pewno zabrało to wiele czasu i starań ludziom z Jego epoki. My mamy na to szansę za darmochę.

Zjadłam dziś na lancz wieloogórkową sałatę. Sałata na pewno była nafaszerowana fantastycznymi świecącymi w nocy dodatkami. Do sałaty był piękny ogórek. No pewnie, już 4 dni mamy wiosnę. Ogórek też był „prawdziwy” i „zdrowy”. Do tego wrzuciłam kukurydzę. Nie muszę tłumaczyć, że o tej porze roku jest genialna tylko z puszki. I jeszcze pomidorki suszone z pirofosfonianem czy innym siarczanem.

Jakby przypadkiem mego truchła nikt nie spalił to poproszę o szklaną trumienkę jak Królewna Śnieżka lub, nie przymierzając, Wujaszek Lenin. Bo po takiej wieloletniej i skrupulatnej konserwacji nie zamierzam obrócić się w pył ot tak po prostu. Będę trwać. W końcu Non omnis moriar* może stać się aż nazbyt rzeczywiste!

*nie wszystek umrę

Książkowe gnioty

Dzisiaj jadąc samochodem przypomniałam sobie o istnieniu książki Doroty Masłowskiej „Wojna polsko- ruska pod flagą biało-czerwoną”

Pisałam już o fajnych książkach. Teraz pora na gnioty. Czytaj dalej Książkowe gnioty

Być jak McGyver

Dzisiaj ukierunkowałam się na dom. Dom, który nie ma jeszcze dachu, a na urządzenie go pomysłów jest milion albo i dwa. Grzebię, ryję, dłubię po stylowi.pl. Jak chcecie zobaczyć co wyryłam to zapraszam: lobuzka.

Konkluzja po kilku godzinach rycia: To nie ma końca! Kiedy już już pasek przewijania wydawał się dobiegać do końca, natychmiast ładował się kolejny milion zdjęć… Poddałam się…

Odwiedziłam też Spryciarze.pl i dowiedziałam się, ze żeby szybko schłodzić browara trzeba owinąć go mokrym ręcznikiem papierowym i wstawić na 10 min do lodówki. Oraz, że rozbite na blacie surowe jajko trza posolić i zebrać ręcznikiem papierowym. Że można słoik otworzyć piłką tenisową (przeciętą wzdłuż białego paska). Że rysy na meblach drewnianych przeciera się orzechem włoskim (tym co się je) i znikają.

A na stylowych w kategorii „mam pomysła” wrzuciłam niezbędną mi do życia poradę jak napełnić baloniki helem w warunkach domowych.

i tak sobie myślę, że Perfekcyjna na pewno tam zagląda!

Bogatsza o tę wiedzę oraz o tym jak zbudować siedzisko z butelek i opony i przykryć się paletami czuję się jak McGyver -mój bohater z dzieciństwa, którym bardzo chciałam być.

Kto jeszcze chciał być McGyverem? :)

 

Uwaga, mam pomysła

Nie piszę postów, mało śpię, wpadłam w korkociąg myślenia o jednym. Jak ulepszyć bloga. Raaanyyy! Ile tego jest w sieci. Jak zarobić, jak ulepszyć, jakie wtyczki dodać.

A ja ewidentnie jestem podatna. Wykupuje nowe domeny za dychę i chce więcej i więcej! Kto mnie powstrzyma. Chyba rzucę prace i będę etatowym blogerem. Czy z tego da się żyć? Czy blogiem dzieci nakarmię? No… zajechało patosem…

Niedługo przeniosę na własna domenę bloga budowlanego traktującego o budowaniu domu naszego dla dziatek mych i ich dziatek. (Pewnie się wypną na mnie i sama se będę tam mieszkać).

Zamykam oczy i widzę HTML i RSS i inne WWW!

Niech ktoś wyłączy wtyczkę!

 

 

 

4. Kolej na kolej

Nic tak nie wzmaga apetytu jak widok ostatniego ciastka. Kierując się tym socjologicznym truizmem powzięłam decyzję o zaciągnięciu dzieci do Muzeum Kolejnictwa tuż po tym jak ogłoszono, że je niedługo zlikwidują. Jak zwykle błędne obliczenia organizacyjne oraz złośliwie przedłużająca się drzemka Młodszego Dziecięcia zniweczyły plany. Plany, o których nieopatrznie napomknęłam Starczemu Dzięcieciu. Plułam sobie w brodę więc szukając miejsca na parkingu podziemnym pod Dworcem Centralnym, szukając przejścia na Dworzec ze Złotych Tarasów niczym w podchodach za lat młodzieńczych. Summa summarum obejrzałam pociąg do Łodzi Fabrycznej, pociąg do Berlina i kilka pociągów dokądkolwiek. Jako pamiątkę z wyprawy dzieci wtłoczyły w siebie hektokilogramy cukru z rakotwórczymi barwnikami w postaci lizaków na patyku. Starszy odhaczył sobie zaliczoną wycieczkę a my z powrotem niczym wytrawni harcerze szukaliśmy drogi do samochodu. Na szczęście w pobliżu mieszka nasze kochane Wujostwo, do którego się wkleszczyliśmy, zrobiliśmy chaos i zostawiając po sobie po całej podłodze ślady z niedojedzonego popcornu oraz zasikaną pieluchę sztuk jeden, szybko się ulotniliśmy.

This slideshow requires JavaScript.

3. Gry i zabawy

Dawno temu (w poniedziałek) obiecałam Synkowi wizytę w Sali Zabaw jeżeli będzie padał deszcz. I co? Deszcz padał w środę o 18.30 –Mamo, jedziemy do piłeczek????. Deszcz padał w czwartek o 19.30 –Mamo jedziemy do piłeczek???? W piątek deszcz padał o 15.30. Nie było wyjścia. Zapakowałam brygadę i w podskokach pojechaliśmy do oswojonej Sali Zabaw. Na wstępie Pani uprzejmie mnie poinformowała, że dzisiaj mają podwójne urodziny. 8 i 9-latki! Aaaaaaa!!! Usłyszałam wyraźny alarm w głowie. Ale nic to. Brniemy. Przecież nie zapakuję dzieci do samochodu bez wyżycia się w basenach z oblepionymi bakteriami piłeczkami. To byłoby niehumanitarne.

Dzieci rozbiegły się w przeciwnych kierunkach aby ułatwić mi matczyną pieczę przed tymi potworami o dzikim spojrzeniu 4 razy starszymi od mojej maleńkiej córeczki.

Po jakiejś półgodzinie rozmawiam z mamą czterolatka:

Ale strasznie mnie bolą kolana od chodzenia w tych tubach-mówi ona

No, ja to tam w ogóle się z plecakiem nie zmieszczę. Chodzę bokiem po siatce –odpowiadam ja

I tak mi to jakoś groteskowo zabrzmiało… bo przecież my nawet nie płacimy za wstęp…

P.S. dzieci przeżyły

2. Idzie ku lepszemu

…czyli WYDAJE mi się, że Starszemu Bratu mija bunt dwulatka.

 Ma teraz 3 lata i 3 miesiące. Kiedy kilka miesięcy temu słyszałam: to minie jak skończy trzy lata, Tomkowi, minęło, Jankowi minęło... to wzdychałam tylko i pukałam się w głowę, gdyż ponieważ zaraz byłam stawiana na baczność przez mojego Syna. Aczkolwiek podejrzewam, że i tak nie miał najgorszej odmiany tej przypadłości a jedynie to, że akurat przytrafiła Mu się w trakcie jej trwania Młodsza Siostra bardzo wzmocniło niektóre reakcje. Najbardziej więc teraz widać zmianę w relacjach między Nimi.

Wiele razy przepraszałam Małą Luizkę za to, że nie ma takiego beztroskiego okresu niemowlęctwa jak miał Jej Starszy Brat. On płakał tylko jak się przewrócił SAM albo jak wymuszał coś od nas. Ona bidula była popychana, bita po głowie, wyrywano Jej z niezdarnych rączek grzechotki, gryzaczki, bo TO MOJE!!! 

Za to teraz jest (oprócz sporadycznych popychanek) przytulana i obcałowywana przez Brata -szczególnie przy obcych (!).

Dwa dni temu pojechała razem ze mną do Placówki Oświatowej po Brata. Aż Panie Przedszkolanki piały z zachwytu nad słodyczą wylewającą się z Gabryśka. Miód ten przyciągnął jeszcze małe pszczółki -koleżanki z grupy, które również wyściskały otumanioną Luizkę. Jakby tego jeszcze było mało Koleżanki wzięły się też za całowanie Brata Słodkiej Małej Dziewczynki.

W ten oto sposób Brat wyrywa laski „na Młodszą Siostrę”.

1. Under Construction

Eeeeee……Jakby to powiedzieć… jako kompletny żółtodziób admino-serwerowy postanowiłam zrobić porządek na serwerze -wiecie, takie tam wycieranie kurzu i układanie książek równo grzebietami na półce. No i okazało się, że bazy danych tego nie lubią. Pogubiły się linki, sznurki i tasiemki do postów i nie chcą wrócić. No i Kratka przez 2 dni była zdechła. Nawet cudnie cierpliwi Panowie z home.pl nie potrafili uratować poprzedniej wersji, więc

Umarł król, Niech żyje król!

zaczynam od nowa.

Niektóre rzeczy w miarę upływu przyjaciela nas wszystkich -czasu będę się starała powgrywać na piechotę. Będę się cofać do tyłu zamiast do przodu.

Ma to i swoją szklankę pełną do połowy gdyż albowiem ponieważ mogę poprawić się co nieco bogatsza o 2 miesiące wiedzy blogowej.

Trzymajcie się mocno. Zaczynamy!

rollercoaster

24. Nożyczki

Poszły dziś w ruch nożyczki, maszynki, pędzle. naszej ulubionej Fryzjerki Beatki.

Kłafiur na Dylana
Kłafiur na Dylana

Ja też zrobiłam sobie fryzurę. A oto oboje po:

Mamy nowe fryzury!
Mamy nowe fryzury!
O Jezu! TIR!
O Jezu! TIR!

Przecież nie moja wina, że jest minus 4…

——-

SONY DSC

Tylko nie dzwońcie na Policję pliz…..

——–

SONY DSC

Nic na to nie poradzę, że ulubionymi zabawkami Młodszej Siostry są ulubione zabawy Starszego Brata….

——-

SONY DSC

Jej Królewska Kociamość
Jej Królewska Kociamość

Słyszycie to mruczenie???
a na koniec sprawca mego uszczerbku

różowy rzeźnik
różowy rzeźnik

20. Wyobraźnia

Wiosna od dzisiaj! (żart dnia)

———

Dzisiejszą drogę do Placówki Oświatowej i pracy wypełnił mi widok, którego wcale nie zapraszałam. Znoszony przez policjantów z torów kolejowych czarny worek na noszach. Takie niedopowiedziane sprawy wywierają większe wrażenie niż dosłowności. Kto, dlaczego, po co, kto pozostał.

Moja wyobraźnia wymyśliła już z 5 scenariuszy. Po prostu same się wymyślają. a mogłą być jak w szóstym, albo siódmym, który nigdy mi na myśl nie przyjdzie, bo mam inne doświadczenia życiowe.

19. Uszczerbek

Wczoraj w późnych godzinach nocnych doznałam nieodwracalnego naruszenia struktury mego paznokcia kciukowego lewego przy pomocy noża stalowego tandetnie powleczonego odpadającą różową emalią. Żeby nie było- sprezentowany. nóż za 40 zł miał udawać ceramiczny za 400 zł -taka moda. Stojąc nad umywalką z pianą na palcu (wścieklizna od wody utlenionej) i patrząc na wodę kapiącą z żalu nad moim palcem łzami w kolorze słodkim jak różowa landrynka (pamiętacie taki program w TV?!),przed oczami miałam tabuny płytek krwi, które pędzą w popłochu aby zbudować tamę i zatamować potok wylewających się zeń kolegów. I na tym właśnie polega mistrzostwo bajki „Było sobie życie”! Muszę koniecznie nabyć dla dzieci.

http://filmiki.gry-dladzieci.pl/miniatury/1312216607347.jpg
http://filmiki.gry-dladzieci.pl/miniatury/1312217292134.jpg
W wyniku powyższego zdarzenia posiadam uszczerbek na zdrowiu w postaci brzydkiego, poszatkowanego  na głębokość 3 mm paznokcia… Solidarnie z mamusią moja Mała ma dziurę w brodzie…. (będzie żyć -płytki krwi działają u Niej bez zarzutu).
——
Spadł śnieg więc cysterna zderzyła się z samochodem osobowym i leży sobie w rowie. A ja muszę jeździć objazdem do Placówki Oświatowej Mego Syna. Na tym samym zakręcie przy poprzednim niespodziewanym powrocie zimy TIR bez naczepy miał ochotę zgarnąć mnie z mojego pasa, ale -jako, że bez naczepy -minął mnie o dobry metr. Terefere kuku.
—–
Mam ostatnio fazę na masło z awokado. Po pierwszej próbie myślałam, że nie lubię. więc podjęłam drugą. polubiłam. teraz muszę spróbować zrobić guacamole.

17. Kręcenie

Dzisiaj sobota-imieniny kota-oznajmiłam Starszemu, gdy jak co rano monotematycznie pytał: mama, a jak wstanę dzisiaj to nie jedziemy do przedszkolaaaaa? Podskoczył na równe nogi i koniec spania ogłosił. Oczywiście była 6 rano. Oczywiście w dzień przedszkolny śpi złośliwie do 7, żeby się spóźnić na te swoje kanapki. Oczywiście Jego Siostra już od 5 minut po mnie łaziła. Dzieci są złośliwe i kropka.

Skoro imieniny kota, to trzeba zrobić śniadanie. Padło na jajka w sosie tatarskim. Jaja obecne, majonez nie. A ja zawzięta na ten tatarski. No to kręcimy. Czytaj dalej 17. Kręcenie

15. Praca sie opłaca

… gdyż można tam coś wrzucić na ząb od rana.

Dzisiaj imieniny pracokoleżanki L. Dostała od nas ogródek do uprawy kompaktowej w podręcznym koszyczku. A my rzuciliśmy się naTartalonię:Tartalonia

podsumowanie tygodnia: codziennie między 8.30 a 9.15 miałam wyrzuty sumienia, że Syn musiał w placówce oświatowej łykać kanapki jak pelikan, bo przyjeżdżamy ociupinkę za późno.

Obiecuję, że w przyszłym tygodniu będę wcześniej wychodziła z domu.

14. Z wypiekami

Z wypiekami to różnie bywa… Na ten przykład zrobiłam toto:

tarta

no niby ładne, czerwone, się świeci… a jednak wkurzyło mnie. No bo człowiek do 00.30 dnia poprzedniego z poświęceniem i namaszczeniem wypieka a potem się dziadostwo rozjeżdża pod nożem. Szukanie winnych przyniosło marne rezultaty. Grzecznie przeprosiłam spożywających i obiecałam poprawiać się aż osiągnę ideał. Nikt nie protestował. Codziennie pytają, kiedy się będę rehabilitować. Pasibrzuchy -wszystko by zeżarli…

—-

a teraz uwagi:

jak się robi ciasto kruche to wszyscy każą obciążać ciasto fasolami. A mi szkoda fasoli.

bez fasoli

13. Krzesło elektryczne

Odkryłam dzisiaj rzecz niebywałą: iskrzy między mną i pracokoleżanką L.! Rzecz rozbija się o krzesło, jak się mnie wydaje. Postanowiłam krzesło zmienić i przestało iskrzyć między mną a metalową szafą a iskry szły aż miło. Pracokoleżanka L. jednakowoż obawia się kontroli iskrzenia i wzdrga się na każdą próbę kontaktu cielesnego ze strony mojego palca. więc nic z tego nie będzie. żadnej Manify…. Mąż może czuć się bezpieczny, dzieci nie będą miały dwóch mam.

12. Zdrowe jedzenie i picie

Dzisiaj dokonał sie wiekopomny przełomowy CZYN. Zamówiłam Psiapsi czyli Babci Moich Dzieci tudzież mojej Mamie, w nagrodę za zbliżające się imieniny Wyciskarkę do Soku. Nie sokowirówkę jakich wiele. Wyciskarkę właśnie. Wyciśnie wszystko ze wszystkiego. Niestety kasę trochę też wyciśnie… Na zdrowie!

Żeby było kompletnie do Maszyny zamówiłam też zestaw do kiełkowania trawy pszenicznej. Będzie róść na pochybel wszelkim zarazom, toksynom i rakom. I w dodatku zabija cellulit! Jak wyrośnie na 15 cm to ją zgilotynujemy i przepuścimy przez Super Maszynę. Potem się będziemy odtruwać -Pani w Sklepie mówi, że miała niezły odjazd po pierwszych dawkach :)

A poza tym będzie pyszny soczek wielowarzywny. Bez odlotów.

10. Rozwój czytania przez wieki

Uwielbiam czytać.

Zawsze lubiłam. W pierwszej klasie podstawówki zabrano nas na wycieczkę do szkolnej biblioteki. I już tam zostałam. Znalazłam sobie ” Rogasia z Doliny Roztoki” Marii Kownackiej i się w nim zakochałam. i w czytelnictwie.

http://image.ceneo.pl/data/products/2499766/i-rogas-z-doliny-roztoki.jpg

Byłam też na przedstawieniu o Rogasiu chwilę później i jako pamiątkę zażyczyłam sobie książkę, którą tam oczywiście sprzedawano. I bardzo się zmartwiłam jak w połowie książki brakowało kilku stron, któraś była niezadrukowana itp… ale taki był ustrój, że nie dbano za bardzo o szczegóły -brak konkurencji.

Rogaś zostaje na topliście.

——-

z czasów nowożytnych bardzo ale to bardzo bardzo wciągnęła mnie całkowicie i emocjonalnie i na jawie i we śnie „Saszeńka” Simona Montefiore. Czytaj dalej 10. Rozwój czytania przez wieki

9. P****l

Pileldol się mamo -powiedział z radosnym uśmiechem mój Syn a zaraz potem wysączył zawadiacko przez zęby : Mamusiu, czy Ty się pieldolisz?

hmmmm… no cóż…. wywołało to na moich ustach pobłażliwy uśmiech. zdziwienia może… no ale o co chodzi?…. w końcu ma już trzy lata i półtora miesiąca, od pół roku uczęszcza do Publicznej Placówki Oświatowej… złapał wirusa…

—-

Wczoraj po powrocie z placu budowy domu naszego przyszłego, Syn mój stał się Syneczkiem -nie zdenerwował się na straszną wieść, że Pata nie można nigdzie znaleźć, usiadł na kanapie i przeglądał folder z bajkami dla dzieci. Sam poprosił, żeby Mu wyłączyć minimini, bo idziemy się kąpać. Przytulił się do mnie i powiedział, że lubi dostawać buziaki. Przyniósł Młodszej Siostrze schodek, żeby mogła umyć swoje 9 zębów. grzecznie leżał i słuchał czytanych bajek, o 21.15 sennym głosem rozkazał: <em>mamo, koniec. </em>i zasnął.

Zdumiona opowiedziałam o tym podejrzanie dziwnym zachowaniu rodzinie, która zdumiewała się razem ze mną.i znajomi też.

I wtedy pomyślałam: A inni być może mają tak codziennie…

Następnego dnia wszystko wróciło do normy :)

8. Cierpliwość

Dostałam dziś ten filmik.

Odnoszę nieodparte wrażenie, że jestem na nim ja i moje dzieciątka.

—–

dzisiaj Starszy Brat był obfotografowywany w Przedszkolu. Dostał polecenie, że ma się uśmiechać. Aha… już to widzę. Będzie foch-utrwalony-na-wieki-wieków.

Żeby nie było, to ja też mam takie zdjęcie z przedszkola. Z fochem. Jak znajdę to wyświetlę.

jest:
ja z Mikołajem
—–

wczoraj byliśmy na rowerach -trzeba się sprężać póki wiosna, bo od jutra zima. Starszy Brat na swoim bezpedałowym hit rowerku, a ja z kosmitą na drugim. Musimy dopracowac synchron -Mały Pirat zajeżdża mi drogę. Moja wina -kazałam Mu się trzymać blisko.

Kosmitka była pierwszy raz na rowerze. Podobało Jej się. jak jechałam. jak stawałam to od razu wyciągała łapki coby Ją zabrać, bo jak nie jedzie to niefajne.

zdjęcie Niuni kosmitki

7. poradnik przedsiębiorcy -o koszulkach

Przedsiębiorco! Rozpoczynasz działalność gospodarczą? Zaopatrz się w dwa tysiące koszulek na dokumenty! Groszkowe, grube, cienkie, wkładane od góry albo z boku, z suwakiem , guziczkiem czy na płyty CD. Zużyjesz ich tony. Obojętnie czy będziesz naprawiać samochody, sprzedawać termosy lub zwijać spinacze z drutu ozdobnego. Księgowe lubią koszulki, urzędnicy lubią koszulki, klienci lubią koszulki.

Ja osobiście ostatnio zauroczyłam się takimi z otworem bocznym.
Ciekawe czy geniusz, który je wynalazł został bogaczem?
Ciekawe kto je wynalazł?

6.Wrrrrr…

Dzisiaj rano jadąc autkiem usłyszałam w obecnie obsłuchiwanym przeze mnie radiu podpis pod nazwiskiem „politolożka”. Wrrrrrr….  aż mi zgrzytnęło w uchu pazurem po szybie.

W częstokroć oglądanej TV niby takiej hoho, oczy  przecieram ze zdumienia jak widzę te wszystkie psycholożki, socjolożki, wszystkie lożki. Ciekawam tylko co one same o tym sądzą?

5. Wiosna człapie

Wczoraj zrobiło się ciepło i wiosennie. Dzisiaj jest jeszcze lepiej. Nawet mój Syn miał dzisiaj dobry humor, aż strach było się odezwać, żeby go nie zezłościć -wytresował nas wszystkich. Wszyscy na baczność od rana, jak Hrabia ma muchy w nosie. Widać kto rządzi a kto tylko myśli, że rządzi. Jak ja mam focha to On ma to gdzieś.

Jego Młodsza Siostra jest całkowitym przeciwieństwem -na razie. Budzi się rozćwierkana jak kanarek z wielkim uśmiechem na małej buzi i od razu rusza do roboty. A ma baaardzo dużo ważnych spraw. Musi się z wszystkimi przywitać i to tak jakby dzisiaj był ostatni dzień Jej życia -piszczy z radości, śmieje się na cały głos -to się nazywa celebrować życie.

Wczoraj w samochodzie Syn mój oznajmił: Spójrz mamo, rakieta!

Uwielbiam takie dojrzałe, okrągłe, rozdęte słowa w ustach trzylatka. jak z Elementarza Falskiego.

4. Dzień (bez) Dziecka

Dzisiaj był lajtowy dzień -miałam półwolne -Dziadkowie zabrali Starszego Brata na wyprawę do Prababci. Prababcia mieszka na wsi prawdziwej sielskiej rolniczo wymierającej niestety. Sama. Złapało ja zapalenie oskrzeli i nie puszcza -ale Prababcia jest gieroja -arogancko podchodzi do gadziny i się nie okutuje ciepło na dwór. a i w piecu nie raczy rozpalić. takie tam oszczędności. A bo mi jest ciepło… Dobrze, że sąsiadka życzliwa dba o naszą Prababcię…

W każdej bądź razie, luz był. Młodsza Siostra na wypasie -nikt jej nie rozjechał Jej własnym osobistym wózkiem dla lalek; nikt nie warczał na Nią;

A ja jak się wyluzowałam -nawet pół filmu obejrzałam no i bloguje się dzisiaj -trza korzystać, długo się może nie zdarzyć :)

Bo to jest tak: jak człowiek ma jedno dziecko to myśli że olaboga czasu nima na nic. A jak ma dwa to zabierz mu jedno a będzie z nudów chodził w kółko.

3. Trochę o geologii

Geologia obejmuje między innymi ortogenezę. Mogę śmiało stwierdzić, że będąc po studiach humanistycznych jestem super naukowcem więc od czasu do czasu przeprowadzam w domu szeroko rozumiane eksperymenta naukowe. Wczoraj takowy miał miejsce:

Wzięłam w swe zwinne łapki szklanicę H2O, zmieniłam jej stan skupienia w garnku stalowym po czym dorzuciłam pół kostki tłustego tłuszczu czyli esencji z krowiego mleka -masła maślanego 82% (tylko takie uznaje). Gdy to się wszystko pięknie zemulgowało sypnęłam szczodrze (1 szklanica) białym pyłem mąki szymanowskiej (akurat taka była). Tu się już trzeba było lekko wykazać, gdyż na ręce wdrapała mi się Młodsza Siostra lat 1 i 2 miesiące. Czytaj dalej 3. Trochę o geologii

2. Wahania egzystencjonalne wKratki

Jako wielce początkujący Bloger – moje doświadczenie z blogami sprowadza się do jednego przeczytanego bloga i sporej ilości sporadycznych wejść na blogi kulinarne w poszukiwaniu przepisów na Conieco -zastanawiam się czy warto podczytywać Innych i liczyć się z tym, że wpłynie to na mojego Bloga czy też olać to i iść na żywioł, co doprowadzi zapewne nieraz do wyważania otwartych drzwi… hmmmmm… po wnikliwej analizie stwierdzam co następuje: Olewam, nie mam czasu na czytanie :)

W ogóle to kto czyta te blogi? I to po kilka naraz?!

A może to ja nie jestem w wirtualnym trendy nurcie?

Nie no… JESTEM -piszę BLOGA :)

1. Wpis pierwszy

Pisać każdy może, więc zostanę blogerem.

Kto wie, może mnie będziecie czytać?

A może ja to sobie przeczytam za 30 lat?

A może moje dzieci i dzieci ich dzieci? A  może już wtedy nie będzie Internetu?

W każdym bądź razie zostanę kolekcjonerem myśli. Kolekcję zobaczycie tu.

 

blog o zmaganiach z macierzyństwem, gotowaniu z sercem i pasji czytania

%d bloggers like this: